MON JOURNAL AU POINT DE CROIX

     Ta książka to powrót do dziecięcych lat. Jest magiczna, radosna, i romantyczna.
Pamiętnik pisany haftem krzyżykowym. Wracają wspomnienia...

     drobna dziewczynka z cienkimi blond warkoczykami wspina się po krześle, aby dostać się do kredensu, ponieważ wie, że tam są ukryte skarby... w pudełkach po pralinach, bawełniane pasemka mulin, poukładane kolorami. Następnie płótna do haftu, motki włóczek, kordonki, a to wszystko w różnych kolorach i ilościach, druty, druciki oraz szydełka.


     Tak, w wieku 8 lat, uczono mnie robienia na drutach, szydełkowania, wyszywania i obrębiania na szydełku chusteczek (dlatego też, obecnie nie potrafię bezczynnie siedzieć, nie trzymając jakieś robótki w rękach). 
     Wiecie, za tym wszystkim stała moja babcia, nauczycielka starej daty. Założycielka kółka gospodyń wiejskich, która uważała, że kobieta bez względu na to ile ma pieniędzy musi dobrze wyglądać, gotować, wyszywać, a dom ma pachnieć czystością. Zapomniałam o drobnym szczególe, jeszcze pięknie śpiewać i grać. Ale na nabycie tych ostatnich umiejętności byłam bardzo oporna. Nauka śpiewu i gry na mandolinie nie szła mi w ogóle, z tej prostej przyczyny, iż brakowało mi słuchu muzycznego, jak to się mówi potocznie, słoń nadepnął mi na ucho.
     Brzmi to pewnie bardzo staroświecko, ale mogę być wdzięczna babci, ponieważ nauczyła mnie rzeczy, które teraz modnie się nazywa: ikigai, hygge, calm, sztuka minimalizmu, prostoty, slow life itp.
     Nie muszę i nie mam potrzeby rzucać się na zdobycie świata, bo cały świat mam tu... w sercu.
Porządek w duszy i domu, miłość do książek, w myśl zasady, że tyle przeżyłeś żyć, ile przeczytałeś książek. (To się naprawdę sprawdza, jestem w trakcie czytania biografii Walta Disneya i powiem Wam szczerze, że kolejnego bankructwa nie przetrzymam.)
     Przywiązanie do domu, w którym staram się zachować minimalizm (chociaż filiżanki do zielonej herbaty zaczynają dominować w mojej kuchni). I najważniejsze to hobby, które pozwala mi zachować odrobinę spokoju w tym pędzącym świecie.
     A nawet gdyby, moja "twórczość" nie znalazła amatora i nie zachwyciła nikogo, to są jeszcze ściany mojego domu. Lepsze to, niż reprodukcje albo gotowe obrazki z Ikea.
     Wracając do babci, to zapamiętam ją jako kobietę z klasą, o ugruntowanych poglądach. Typu męża ma się jednego na całe życie, ale gdyby ten sam małżonek odważył się podnieść na ciebie rękę, to masz wyjść z dumą i nigdy mu tego nie wybaczyć. To samo dotyczyło zdrady, zrobił to raz, to zrobi i następny. Mówiła mi to w czasach, kiedy ja w ogóle nie myślałam o zamążpójściu, z tej prostej przyczyny, iż byłam uczennicą szkoły podstawowej. Takich lekcji odebrałam bardzo dużo.
     Babcia chodziła tylko w szytych na miarę sukienkach, zakładanych stosownie do okazji. Miała ubrania do pracy, od święta i na wieczorne wyjścia. Do pracy zakładała sukienki w jednolitych odcieniach granatu, szarości i beżu, ale już wieczorne wyjścia zdominowane były sukienkami kwiecistymi, we wzory lub grochy, a całości strojów dopełniały korale.
     W mieszkaniu w mieście i w domu na wsi zawsze było czysto i wszystko na swoim miejscu. W okolicy znana była z ogrodu, w którym rosły różne piękne i niespotykane odmiany róż. I kochała ludzi, wszystkich i zawsze. A tego muszę się jeszcze od niej uczyć. Babciu zawsze Cię będę kochać, naprawdę.

Ta książka to  właśnie taka magia.










Komentarze